Opowieść noworoczna


Dawno, dawno temu. Może nie tak dawno, jak w znanych bajkach, ale na tyle dawno, że można by już zapomnieć. Więc dawno temu żył sobie mały chłopiec. Mieszkał w dwupiętrowej kamienicy, w jednoizbowym mieszkaniu. Nie potrzebował więcej miejsca, bo o możliwości posiadania własnego pokoju miał się przekonać dopiero za parę lat. Jaś, bo tak mu było na imię, nie różnił się niczym od swoich rówieśników. No może tylko tym, że był naprawdę spokojnym dzieckiem. Nie miał w sumie innego wyjścia, ponieważ każde jego niestosowne zachowanie było od razu pacyfikowane przez mamę. Większość czasu spędzał w domu, gdzie najczęściej rysował. Oj to lubił ponad wszystko. Kiedy dostawał kredkę bądź ołówek, potrafił dosłownie „znikać” na parę godzin. Można go było rzecz jasna zobaczyć na małym podwórku za domem, gdzie bawił się z dwoma koleżankami w podobnym wieku. Lubił też pomagać mamie. A to zamiatał a to składał pranie. Była jednak jedna rzecz, której nie robił. Otóż nie chodził z mamą na poddasze do suszarni wieszać pranie. Nie dlatego, żeby nie miał ochoty. Jasiek po prostu się bał. Niejednokrotnie wychodząc z mieszkania przechodził koło schodów prowadzących do suszarni. Były to stare, drewniane i trzeszczące schody, które stromo pięły się do góry i kończyły drzwiami z desek, skrzętnie skrywanymi w półmroku. Jednym słowem klimat z horrorów.

Wszystko było w porządku, kiedy mijał je z kimś starszym. Gdy jednak przechodził koło schodów sam, w tym miejscu zdecydowanie przyspieszał. Taka sytuacja trwała dość długo. Jednak pewnego razu, któregoś zimowego wieczoru, wszystko się zmieniło. Wieczorną porą jego mama powiedział, że idzie wieszać pranie i jeśli Jasiek chce, może iść z nią. W głowie chłopca pojawiły się dwa lęki, pierwszy przed zostaniem samemu w mieszkaniu i drugi przed pójściem na strych. Tym razem wizja zostania samemu stała się bardziej straszną, dlatego Jaś postanowił wybrać się na górę. Kiedy mama wspinała się po słabo oświetlonych schodach, chłopiec podążając za nią krok w krok, kurczowo trzymał się jej spódniczki. Gdy dotarli na górę mama zaświeciła żarówkę, przymknęła drzwi i od razu, nie zwracając uwagi na malca, zaczęła wieszać pranie na drewnianych drągach. Chłopiec nieśmiało zaczął przechadzać się po suszarni. - Tak strasznie tu nie jest – pomyślał. Pomieszczenie było dość spore i słabo oświetlone. Znajdowała się w nim cała masa drewnianych drągów, podwieszonych do sufitu sznurkami. Na samym środku znajdowała się drabina, która prowadziła na dach budynku. I to właśnie ona od razu zaciekawiła Jaśka. Kiedy ostrożnie wspiął się na parę szczebelków, usłyszał głos mamy. - I gdzie tam wchodzisz? Spadniesz i zrobisz sobie krzywdę. Zejdź natychmiast i pomóż mi wieszać pranie! Cóż miał zrobić. Zszedł pokornie, mruknął coś pod nosem na tyle cicho, żeby mama nie słyszała i zaczął podawać pranie. Trwało to dłuższą chwilkę, która tak naprawdę posłużyła mu do bardziej wnikliwego przyjrzenia się pomieszczeniu. Gdy ciekawskim wzrokiem podążał po suszarni spostrzegł ogromny kamień. - Po co tu komu taki głaz? - pomyślał. W pewnym momencie, w najciemniejszym rogu poddasza coś spostrzegł. Wytężał swój wzrok, ale było zbyt ciemno, aby rozpoznać, cóż to takiego. Spytał mamy czy może troszkę odpocząć i kiedy dostał dyspensę od razu skierował się w stronę zagadki. Im był bliżej, tym bardziej obiekt przybierał znajome kształty. Gdy był na miejscu okazało się, że przed nim stoi duża, stara, drewniana tajemnicza skrzynia. Kiedy próbował się zabierać do uchylenia zakurzonego wieka, usłyszał coś, czego w tym momencie bardzo usłyszeć nie chciał. - Janku wracamy do domu. Chłopiec spuścił głowę i udał się w kierunku mamy. Postanowił sobie wtedy, że kiedyś tu wróci i odkryje skarby, które zapewne w skrzyni się znajdowały.

Zima minęła, potem wiosna aż nastało lato. Pewnego słonecznego dnia, kiedy Jaś wychodził na podwórko, jak zwykle przechodził koło strychowych schodów. I nagle przypomniał sobie o swojej obietnicy. Rozejrzał się wokoło, czy nikt go nie obserwuje. Nie było nikogo. Zmienił kierunek i delikatnie, żeby zniwelować trzaski schodów, udał się na górę. Otworzył drzwi. Mimo, że było południe, półmrok był wszechobecny. Przez małe okienko wpadało na tyle mało światła, aby oświetlić całe pomieszczenie. Na tyle jednak dużo, aby móc zobaczyć wszechobecny, unoszący się w powietrzu kurz. Nie tracąc ani chwili udał się w miejsce, gdzie stała skrzynia. Gdy był na miejscu wziął głęboki oddech i podniósł wieko. Jego marzenie o wielkim skarbie w jednej chwili prysło. W przepastnych czeluściach skrzyni znalazł między innymi drewnianego, kolorowego koguta, stare, zardzewiałe koło od roweru, lalkę, szczęśliwą posiadaczkę już tylko części włosów. W pewnym momencie zauważył, że coś błysnęło w rogu skrzyni. Z ciekawością wsunął tam małą rękę. Poczuł coś dziwnego. Złapał i wyciągnął. Popatrzył i zobaczył małą zielono-niebieską szklaną kuleczkę. Podbiegł do okna i patrząc pod słońce zajrzał do jej środka. Kiedy tak podziwiał mieniące się w niej kolory, uzmysłowił sobie, że jednak warto było zajrzeć do środka skrzyni. Postanowił potraktować kuleczkę jako swój łup i wziąć ją ze sobą. Szybko posprzątał po sobie i zbiegł po schodach na dól, lecz zamiast wejść do swojego mieszkania, skręcił w drzwi naprzeciwko. Prowadziły one do mieszkania przybranej babci chłopca. Od drzwi poczuł zapach ziół, które babcia zawsze suszyła. Podbiegł do niej i zaprezentował swoje znalezisko, skrzętnie opowiadając całą historię. Babcia po cierpliwym wysłuchaniu malca udzieliła mu reprymendy. Powiedziała, że to nie ładnie brać czyjeś rzeczy bez zgody właściciela. Zmieszany chłopiec obiecał, że kiedy mama kupi mu taką magiczną kuleczkę, tę od razu odniesie na swoje miejsce.

Odtąd kuleczka zawsze mu towarzyszyła. Była z Jaśkiem w radosnych chwilach. Pomagała przetrwać smutne. Wystarczyło w nią popatrzeć, a świat stawał się inny. Pewnego dnia, będąc na odpuście, zobaczył na straganie w koszyczku różne szklane kuleczki. Poprosił mamę, aby kupiła mu jedną. Wybrał sobie podobną do tej, którą posiadał. Gdy wrócił do domu, powiedział, że na chwilę idzie do babci. Skłamał, ale tylko po to, aby móc dopełnić przyrzeczenia. Odniósł na strych kuleczkę, która była jego pierwszym amuletem. Włożył ją do skrzyni, jak obiecał babci. Oczywiście często ją odwiedzał, ale nigdy nie brał już jej ze sobą.

Czas płynął dalej. Jaś zaczął zbierać szklane kulki. Każda z nich była jego talizmanem, czymś cennym, czymś wyjątkowym, bez czego nie potrafił sobie wyobrazić życia. Nadszedł wreszcie dzień, kiedy wraz z rodziną wyprowadził się do nowego mieszkania. Pewnego dnia razem z mamą postanowił odwiedzić babcię, która tak naprawdę go wychowała. Gdy byli na miejscu, chłopiec niepostrzeżenie wymknął się z mieszkania i od razu pobiegł na strych. Gdy wszedł zauważył, że coś się zmieniło. Nie było wielkiego, zupełnie nikomu niepotrzebnego kamienia. Nie było starej drabiny, a jej miejsce zajęła nowa. Spostrzegł, że nie ma także skrzyni z jego najfajniejszą kuleczką. Kulką, do której miał największy sentyment. Poczuł, jakby stracił coś najcenniejszego. Zasmucony zszedł na dół. Wszedł do mieszkania i stanął w aneksie kuchennym. Niby patrzył na to, jak babcia przygotowuje herbatę, ale tak naprawdę był nieobecny. Czuł się strasznie. Nie zauważył nawet, że babcia do niego zagaduje. Stał sam, starając się powstrzymać od płaczu. W pewnym momencie na swojej głowie poczuł ciepłą rękę babci. Spojrzał na nią. Babcia uśmiechając się do Jasia wsunęła w jego dłoń coś co, jak mu się wydawało, dobrze znał. - To zbyt piękne, aby było prawdziwe – pomyślał. Spuścił głowę, otworzył dłoń i zobaczył... małą zielono-niebieską szklaną kuleczkę. Dokładnie tą samą, jaka zamieszkiwała poddasze. - Jak to możliwe? - zawołał. Okazało się, że nowy dozorca budynku robił porządki i usuwał zbędne rzeczy ze strychu. Szukał właścicieli skrzyni, ale ci dawno się wyprowadzili, zostawiając zbędny bagaż. Gdy babcia dowiedziała się o tym, postanowiła wyjąć kulkę. Takim sposobem magiczna kuleczka trafiła z powrotem do chłopca. Moment, w którym otwiera dłoń i widzi kulkę, chłopiec pamięta do dziś. Zapamiętał także to mrowienie na plecach, dokładnie takie samo, jakie dziś czuje pisząc te sława i patrząc na małą zielono-niebieską szklaną kuleczkę, która leży przed nim. Czego to chłopca nauczyło. Po pierwsze jeśli się coś pożycza, wypada to oddać. Jeśli coś się obiecuje, wypada dotrzymać słowa. Po drugie, że są osoby, które myślą o innych i lubią sprawiać im radość. Taką osobą była babcia. Pogodnym, serdecznym i kochającym człowiekiem. Choć babci już dawno nie ma, żyje nadal w moim sercu.

PS. Życzę Wszystkim, abyście na swojej drodze w nowym roku spotykali tylko takie pozytywne, miłe i serdeczne osoby.

Źródło zdjęcia do grafiki: internet.

Jak zrobić choinkę i nie tylko



Cześć wszystkim! Znów korzystając z chwili czasu wpadłem na momencik, żeby się pochwalić. A co :). Właśnie udało mi się skończyć kalendarze, które będą prezentami. Skończyć, to może nie za dobre słowo, bo trzeba go jeszcze zabindować. Ale to już bułka z masłem. A skoro skończony, jest więc okazja, żeby go zaprezentować. W sumie powstały dwie wersje, jedna dla nas, druga dla rodziców. Różnią się tak naprawdę tylko zdjęciami.


No, to mniej więcej tak będzie wyglądał. Skoro już tu jestem, pokażę Wam, co jeszcze świątecznego udało mi się wykonać. Mam na myśli dwa pomysły na fajną choinkę, którą każdy z Was może sobie wykonać. I znów uwaga, zdjęcia nie oddają tego, jak choinki naprawdę wyglądają. Musicie uwierzyć, że prezentują się znacznie lepiej. No dobra, dość tłumaczeń, oto one.


Pierwsza choinka została podpatrzona w jakimś kolorowym czasopiśmie. Bardzo mi się spodobała. A jeśli mi się coś podoba, muszę to mieć. Dlatego zakasałem rękawy i ... mam :). Króciutko opowiem, jak się do niej zabrać. Do jej wykonania potrzebujemy sklejkę o grubości około 6 mm. Wycinamy z niej koło na podstawkę i trójkąt. Malujemy je białym akrylem i zostawiamy do wyschnięcia. Potrzebujemy jeszcze drewniany pręcik, który z jednej strony frezujemy, aby przykleić go do trójkąta na zakładkę. Jego również malujemy akrylem. Kiedy wszystko wyschnie, w kółku wiercimy otwór o średnicy naszego pręcika i wszystko łączymy za pomocą wikolu. Po wyschnięciu zostaje nam tylko dekoracja. Oczywiście nie muszę wspominać, że każdy z Was może to zrobić wedle własnego uznania. Ja wykorzystałem do tego tasiemki, cekiny i kawałek papierowej chusteczki.

Jeśli zaś chodzi o drugą choinkę, wykonałem ją z kartonu, sznurka, koralików, tasiemki i papieru. Najpierw z kartonu wycinamy i sklejamy tubę. W środek tuby można wkleić kołeczki wykonane z cienkich patyczków, które wzmocnią konstrukcję. Na nie można przykleić okrągły kawałek papieru, aby zamaskować połączenia. Naszą tubę obklejamy sznurkiem, który przyklejamy wikolem. Na sznurek naklejamy ozdobną tasiemkę. Teraz czas na koraliki, które przyklejamy klejem z pistoletu. Tak samo robimy z gwiazdkami wyciętymi z papieru. Na szczycie tuby wklejamy gwiazdkę (ja tylko taką miałem pod ręką). Po wyschnięciu całą konstrukcję malujemy złotym lakierem. Kiedy wyschnie możemy się cieszyć naszą choinką. Na dzisiaj to koniec. Hi, hi poczułem się przez chwilę, jak Adam Słodowy :). Pa, pa.

W trakcie gonitwy

Witajcie. Podziwiam Was, że macie czas  na prowadzenie bloga. Przyznam się, że ostatnio ja nie mam czasu na nic. Cały czas gonitwa przy mojej Adusi i za Adusią. Cały czas coś się dzieje. A kiedy maleństwo pójdzie spać, powolutku staramy się wszystko poukładać, bo święta lada chwila. Nie mam czasu nawet wejść na Wasze blogi i Was popodglądać, z czego jestem bardzo niezadowolony. Nie myślałem, że potrafię się od tego uzależnić. No, to może za mocne słowo, ale nie wchodząc odczuwam, że czegoś mi brakuje. Ostatnio spod mojej ręki wyszło parę kartek, które możecie zobaczyć poniżej.


Oczywiście na żywo wyglądają znacznie fajniej (zastanawiałem się czy w ogóle w takiej postaci je pokazywać), w tym wypadku aparat sporo zabiera. Czas pomyśleć wreszcie o kupnie jakiegoś normalnego sprzętu, bo czasy camery obscura już chyba przeszły do lamusa. Tak, to chyba dobry pomysł, zna ktoś może numery, które padną w następnym losowaniu Totka? Prócz tego leży w powijakach kalendarz, który robię dla najbliższych. Oczywiście jego gwiazdą będzie Ada. Muszę jeszcze dorobić jakieś sprytne zdjęcie grudniowe, szybka korekta i wszystko można składać do druku.

Odłogiem leży też projekt kartki świątecznej i sam nie wiem, czy przed świętami zdążę. Pomysł po głowie się niby krząta, ale kiedy to wykonać? Od paru lat bowiem mam w zwyczaju na święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy przygotowywać takowe kartki. Obdarowuję i wysyłam je najbliższym. Sam pomysł kartek świątecznych zaczerpnąłem od mojego Mistrza, u którego miałem okazję terminować. Moje kartki różnią się rzecz jasna od mistrzowskich techniką. Nie mam niestety możliwości bawienia się w akwafortę, więc do swoich używam komputera. Zobaczymy, co to będzie. Jeśli mi się uda, na pewno poprzez mojego bloga obdaruję nią Was wszystkich. A tymczasem gnam do następnych zadań :). Do szybkiego, mam nadzieję, zobaczenia. PS. Nie przepracowujcie się!

Moje dziecko skończyło dziesięć miesięcy


Dziesięć miesięcy strzeliło, więc czas na małe résumé. Adusia waży 7,760 g. A mierzy 69 cm. Oczywiście te pomiary są orientacyjne, ponieważ wiadomo jak odbywa się ważenie i mierzenie w przychodni. Ale już wizualnie wydaje się większa. Kiedy patrzę na nią, gdy śpi w łóżku widać, że jest z niej już niezłe kobieciątko. Przestaje się powoli mieścić w nosidełku. Jej waga również wzrosła. Kiedy biorę ją na ręce czuję, że to już nie ten malutki, drobny szkrabik. Ada doskonale siedzi i bardzo dobrze porusza się na czworakazauważalna jest też zmiana tempa poruszania się. Gdy jej się nie spieszy, bądź jest śpiąca, robi to leniwie. Gdy natomiast zależy jej na czasie, zdecydowanie przyspiesza. Ogranicza ją tylko szybkość przebierania nóżkami. Wygląda to przeuroczo, zwłaszcza kiedy wracam do domu a mała rzuca wszystko wybiegając do przedpokoju. Miśka już staje i robi to bardzo sprawnie. Oczywiście do wstawania czy stania potrzebuje różnych rzeczy lub osób. Bywają jednak momenty, kiedy Ada stoi parę sekund bez przytrzymywania. Potrafi także sprawnie poruszać się, przytrzymując napotkanych przedmiotów. Zdarza się też, że zafrapowana zabawą przykucnęła i paręnaście sekund spędziła w takiej pozycji, doskonale balansując ciałem.

Mysza jest bardzo spostrzegawcza. Obserwuje otaczający ją świat z dużym zainteresowaniem. Nic nie umknie jej uwadze, zwłaszcza kiedy ktoś weźmie do ręki pilota czy telefon komórkowy. Wyczuwa i lubi, aby któryś z rodziców był przy niej przez cały czas. Jednak kiedy zostaje na chwilę sama, od razu zaczyna szukać rodziciela i podąża w jego kierunku. Ada stała się czulsza. Przy noszeniu kładzie już główkę na ramieniu i przytula się. Potrafi też siedzieć jakiś czas przytulona do mamy. Do tej pory nie potrafiła usiedzieć ani chwili.  Zauważa i zbiera wszystkie paproszki, które niestety ładuje do buzi. Musimy więc bardzo uważać, aby nie zostawić czegoś niebezpiecznego w zasięgu jej ręki. Małe rzeczy chwyta bez problemu z pomocą kciuka i palca. Większe całą dłonią. Nawet ciężkie, jak na nią książki potrafi podnieść jedną ręką.

Adusia lubi, kiedy ktoś z nią się bawi. Poproszona, chętnie oddaje i bierze zabawkę. Potrafi bawić się piłką potoczoną w jej kierunku. Próbuje wtedy odrzucać ją w drugą stronę. Protestuje, głośno krzycząc i płacząc, kiedy ktoś próbuje zabrać jej zabawkę. Potrafi szukać i wyjmować zabawki z pudełka. Najbardziej lubi drewniane klocki, które z uporem maniaka bierze do buzi. Boi się natomiast zabawek grających, do których jednak przełamuje się po pewnym czasie. Przy zabawie z innym małym dzieckiem zabiera mu zabawkę, ale niekoniecznie jest zainteresowana tym, aby się nią bawić. Potrafi bawić się w „kosi-kosi”, niestety gorzej idzie z „pa-pa”.

Malutka wypowiada słowa: mama, Ada, am am, baba. Niestety tata dalej nie słyszałem. Trudno jednak na tym etapie zmiarkować, czy już rozumie znaczenie tych słów. Kiedy mówię do niej „nie”, z malującym się na jej twarzy uśmiechem próbuje robić zakazaną czynność  dalej. Czuję, że to akurat słowo rozumie doskonale, ale bawi ją łobuzowanie. Kiedy gaworzy, wraz z żoną włączamy się do dialogu. Widzimy, że Miśce to odpowiada. Podczas rozmowy stara się nas obserwować, zwracając baczną uwagę na nasze usta. Adunia lubi upuszczać z wysokości różne przedmioty i patrzy, co się z nimi stało. Ostatnio zaczęła bać się głośnych rzeczy. Wyraźnie reaguje płaczem na nowe grające zabawki, o których już wspomniałem, ale i na np. odkurzacz czy pralkę.

Duszek ma apetyt, ale sama nie dopomina się jedzenia. Pije mleko. Dodatkowo karmiona jest słoiczkami z warzywami, mięsem czy rybami. Dostaje też w gryzaczku owoce. Ponieważ łatwo się niecierpliwi, musimy w karmieniu wykazywać się szybkością. Częstujemy ją także chrupkami, które je sama, przefikuśnie obracając i odrywając kawałki. Tak samo dzieje się, kiedy dostaje skórkę chleba. Dodatkowo stara się zbierać kruszynki, które wkłada do buzi. Co prawda sama nie pije z butelki czy z kubka, ale za to pomaga, podtrzymując naczynie. Mimo tego, że przed chwilą jadła, reaguje na posiłki rodziców. Z wielką ochotą podchodzi i domaga się poczęstowania. Taka sama sytuacja ma miejsce z piciem.

Przez te dziesięć miesięcy dorobiliśmy się jednego zęba, który całkiem niedawno pojawił się w malutkiej buzi. Na domiar tego Mysza dość krótko śpi w dzień, natomiast w nocy nie chce spać sama (pisałem o tym w poprzednim poście). Jednak razem z mamą potrafi przespać spokojnie całą noc. Najlepiej czuje się z rodzicami, niestety nie przepada za innymi osobami. Może przez jakiś czas zostać w towarzystwie np. babci, ale najlepiej, gdy w pobliżu jest któryś z rodziców. Gdy ich nie ma zaczyna się gromki płacz.

Gdy dziecko nie chce spać w swoim łóżeczku



Czy Twoje dziecko ma problem z zasypianiem? A może nie chce spać w swoim łóżeczku? Jeśli tak, to witaj w klubie szczęśliwców zmagających się z tym utrapieniem. Od dłuższego czasu zmagamy się wraz z żoną z problemem snu naszej córeczki. Otóż najpierw problem polegał na niechęci do kładzenia się spać. Nawet, gdy Adunia słaniała się na nogach, za nic nie chciała się położyć. Walczyła, ile mogła. Kiedy natomiast udało się nam ją uśpić w łóżeczku, sen trwał bardzo krótko. Spała dosłownie po dwadzieścia minut. Czasami miałem wrażenie, że wstawała bardziej zmęczona, niż się kładła. Staraliśmy się z tym walczyć różnymi metodami. Zachowywaliśmy się cicho, wszelkie prace odkładając na później. Niestety mieszkając w bloku o ciszę jednak trudno. Kiedy się wybudzała, braliśmy ją szybko do łóżka mamy i ponownie usypialiśmy. Trzeba przyznać, że ta metoda dawała niezłe rezultaty. Adunia potrafiła pokimać sobie jeszcze dobre paręnaście minut.

Nowy problem

Wszystko było dobrze do czasu, kiedy spostrzegliśmy, że stworzyliśmy sobie na własne życzenie nowy, o wiele większy problem. Otóż Ada przestała chcieć spać w swoim łóżeczku. Nie chce w nim zasypiać a kiedy się w nim przebudza od razy płacze. Na nic nasze zabiegi zmierzające do jej uspokojenia. Kończy się to niestety powrotem do łóżka zasadniczego, czyli maminego. Co więcej łóżko mamy samo w sobie nie działa. Musi w nim znajdować się również mamusia. Nie tata, nie babcia lub ktokolwiek inny, tylko mama! Nie muszę nikomu mówić, jakie to jest uciążliwe, zwłaszcza dla żony. Czasami staram się położyć przy Miśce, ale niestety nic to nie daje. Kiedy natomiast mama położy się przy Adzie, ta od razu – jak porażona – kładzie się, zamyka oczy i odpływa. Śmiesznie to wygląda, choć do śmiechu nam nie jest.

Czy nie jest przypadkiem tak, że Mysia jest bardzo przywiązana do mamy, że leżąc z nią w łóżku czuje się bezpieczna. Dzięki temu łatwiej zasypia i śpi spokojnie. Może dziecko tego potrzebuje. A jeśli tak, to dlaczego mam jej to bezpieczeństwo odbierać.

Przyznam się, że w tej sytuacji nie za bardzo umiem sobie poradzić. Mądrzy tego świata uważają, że dziecko powinno spać we własnym łóżeczku. Jeśli nie chce, powinno się je zmuszać. Ja niestety nie mam sumienia. Jestem za miękki. Kiedy słyszę głośny płacz dziecka, mojego dziecka, które zalewa się rzewnymi łzami, od razu pasuję. Zresztą Ada w swoim łóżeczku natychmiast wstaje i na nic moje zmagania, żeby się położyła, na nic głaskanie po główce i spokojne mówienie do niej. Takie zabiegi nie wychodzą również żonie.

Czy fundować dziecku traumę?

Cały czas zastanawiam się nad zachowaniem Ady. Tak sobie myślę, na jakiej podstawie znawcy twierdzą, że dziecko powinno spać samo. Czy nie jest przypadkiem tak, że Mysia jest bardzo przywiązana do mamy, że leżąc z nią w łóżku czuje się bezpieczna. Dzięki temu łatwiej zasypia i śpi spokojnie. Może dziecko tego potrzebuje. A jeśli tak, to dlaczego mam jej to bezpieczeństwo odbierać. W imię czyjś naukowych twierdzeń? Coś mi w tym wszystkim nie gra. Chciałbym, aby moje dziecko czuło się komfortowo i bezpiecznie. Sądzę, że jeśli potrzebny jest mu do tego rodzic, nie powinno się dziecka odrzucać, na siłę uczyć innych, jedynie słusznych zachowań. Tak, czasami dla rodziców jest to męczące, ale nikt nie obiecywał, że wychowanie dziecka będzie miłe i pozbawione utrudnień, no i słowa dotrzymał.
Jeśli macie doświadczenia w tym temacie, proszę podzielcie się nimi. Może podsuniecie mi jakiś pomysł lub utwierdzicie mnie w moim przekonaniu.

Zdjęcie: pixabay.com

Mój Liebster Blog Awards

Pewnikiem przyszła kolej i na mnie.
Znam tą zabawę już od dawna,
kiedy to pomagałem tworzyć blog innej osobie.


Pamiętam, że wtedy niezbyt mi się to podobało. Od tego momentu sporo czasu minęło, ja mam swojego bloga i patrzę na nominacje też inaczej. Choćby dlatego, że jeśli kogoś z czytelników to nie interesuje, może wybrać sobie mój inny post. Może też poświęcić chwilę swego czasu i poznać mnie ciut lepiej. Dlatego przyjmuję wyzwanie. A mam nie lada, bo nominacjami zaszczyciły mnie trzy zaprzyjaźnione dziewczyny (kolejność wg nominacji):

Kasia z Kiedy mama nie śpi,
Sabi z Kluseczka po włosku,
Kasia z Magiczne słowa.

Za wszystkie serdecznie dziękuję. Gwoli formalności, jeśli ktoś jeszcze nie wie, o co chodzi:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował." Zatem do dzieła.

Najpierw odpowiedzi na pytania Kasi z Kiedy mama nie śpi:

1. Skąd pochodzisz i gdzie mieszkasz obecnie?
Moje życie związane jest cały czas z tym samym miejscem. Jeśli wskażesz na mapie środek Polski, niechybnie dotkniesz palcem moje miasto.

2. Czy próbowałaś/próbowałeś kiedyś swoich sił w rękodziele i DIY?
Od kiedy pamiętam z pracami plastycznymi nie miałem żadnych kłopotów. Pierwszymi, bardziej zaawansowanymi były napisy i loga zespołów wykonywane na koszulkach czy kurtkach ze skóry (rany kiedy to było!). Teraz niestety cierpię na chroniczny brak czasu, więc ostatnie moje zabawy dotyczyły poprzednich świąt Bożonarodzeniowych. Były to drewniane i sznurkowe choinki, aniołki z masy solnej i karty świąteczne. Ach zapomniałem, w tamtym czasie nauczyłem się też wyplatać bransoletki shamballa. Przyznam Wam w skrytości, że nie mogę doczekać się chwili, kiedy będę mógł usiąść z moją córką i wykonać z nią coś fajnego.

3. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Prawie 10.000 metrów nad ziemią już byłem, 600 metrów pod nią też. Nie będę więc starał się wymyślać czegoś oryginalnego. Obecnie jedynym moim marzeniem jest zdrowie moje i mojej rodziny. Chciałbym, aby przed nami było jeszcze sporo lat spędzonych wspólnie w dobrej formie.

4. Wygrywasz milion. Co z nim zrobisz?
Żyję dalej i staram się być tym samym człowiekiem, hołdującym tym samym zasadom.

5. Jaki jest Twój ulubiony film i dlaczego?
Oj jest ich tyle... Lubię klasykę polskiej komedii czy teatr telewizji. Jestem rozkochany w serii filmów o Herkulesie Poirot z Davidem Suchetem.

6. Gdzie wybrałabyś/wybrałbyś się na wymarzoną wycieczkę?
Nie lubię spędzać wolnego czasu statycznie. Nie cierpię leżenia na piasku w pełnym słońcu przez parę godzin. Jeśli byłoby mnie na to stać, spakowałbym rodzinkę i pojechalibyśmy do Florencji i Rzymu, śladami Michała Anioła. Jestem w jego mistrzostwie rozkochany, więc byłoby to niezapomniane przeżycie, kiedy mógłbym stanąć przed jego dziełami.

7. Jesteś raczej optymistą czy pesymistą?
Jedna i druga postawa nie jest mi obca, choć bardziej skłaniałbym się ku tej pierwszej.

8. Jakimi (min.3) przymiotnikami określiłabyś/określiłbyś siebie?
Pracowity, pedantyczny, sprawiedliwy.

9. Jakich prac domowych nie lubisz najbardziej?
Kiedyś nie lubiłem zmywania, za odkurzaniem też nie przepadałem. Od kiedy pojawiła się Adunia robię wszystko, co trzeba. Nie zastanawiam się przy tym, czy to lubię czy nie.

10. Co chciałabyś/chciałbyś znaleźć pod choinką?
W tym roku prezent już dostałem. Ten najlepszy, bo wymarzony. Jest nim moja córeczka, więc inne mogą już nie istnieć.

11. Bez jakiego urządzenia w domu nie mogłabyś/mógłbyś się obejść?
Obawiam się, że bez każdego bym sobie poradził.


Czas na odpowiedzi na pytania Sabinki z Kluseczka po włosku:

1. Z czym kojarzą Ci się Włochy?
Z renesansem, z Michałem Aniołem, z pizzą i spaghetti.

2. Książka, którą bez wahania polecasz?
Imię róży Umberto Eco.

3. Czy oglądasz telenowele- jeśli tak, to jakie?
Zdecydowanie nie.

4. Co sądzisz na temat stylizowania maluchów?
Przerażają mnie programy o konkursach piękności dla małych dziewczynek. Tragedia!

5. Ulubiony aktor i film?
Lubię wielu aktorów i nie potrafię wybrać jednego. Gajos, Pieczka, Stuhr to klasyka. Przygodę z filmem zaczynałem z Kondratem w Żółtej ciżemce. Roger Moore, Sean Connery to z zagranicy. Myślę, że mógłbym wymieniać i wymieniać.

6. Celebryta, którego nie znosisz i dlaczego?
Kompletnie nie zwracam na nich uwagi. Nie widzę w tych ludziach żadnych ciekawych dla mnie wartości.

7. Ideał mężczyzny (lub kobiety) to?
Ideałem mężczyzny jestem ja (taki żart sytuacyjny). Kobieta musi być kochająca i umieć zadbać o ciepło domowego ogniska.

8. Mega popularny blog, który czytasz?
Obserwuję sporo blogów nie patrząc przy tym na ich liczniki. Więc nie wiem, może wśród nich jest ten megapopularny... choćby Kluseczka po włosku :)

9. Co sądzisz o portalach społecznościowych?
Kompletnie mi nie przeszkadzają.

10. Jakie pobudki skłoniłyby Cię do emigracji?
Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Jeśli jednak, to zdecydowanie rodzinne.

11. Piosenkarz, piosenkarka, zespół- jaka muzyka Ci w duszy gra?
Tu jest niezły problem, bo mnie cały czas coś gra. Ale jeśli muszę się na coś zdecydować, to proszę: Bee Gees, Duran Duran, Depeche Mode, The Cure, Andreas Vollenweider i oczywiście nieśmiertelni Beatlesi.


Na koniec odpowiedzi na pytania Kasi z Magiczne słowa:

1. Książka, która wywarła wpływ na Twoje życie?
Na szczęście żadna książka, żaden film, żaden teatr ani żadna muzyka nie wywarła wpływu na moje życie. Oczywiście wszystko to towarzyszy mi w mojej drodze i bez tego życie byłoby smutniejsze.

2. Czego najbardziej nie lubisz robić?
Chodzić do pracy. Nie wiem, kto to wymyślił?

3. Twoje ulubione perfumy?
Old Spice, oczywiście oryginal. Zapach pamiętam z czasów, kiedy byłem 5-letnim chłopcem.

4. Jakie masz sposoby na poprawę humoru?
Każda chwila spędzona z córką poprawia mi nastrój.

5. Twoja ulubiona potrawa?
Spaghetti przyrządzone przeze mnie.

6.Gdybyś miał/a voucher na wycieczkę o wartości 50 000zł jaki zakątek świata byś zwiedził/a?
Podróż do Włoch, rozpisałem się o tym na początku.

7. Czym się motywujesz do działania?
Nie muszę się zbytnio motywować. Robię, co trzeba zrobić.

8. Podaj po 3 cechy swojego charakteru, których chciałabyś/chciałbyś się pozbyć i z których jesteś dumna/dumny?
Chyba tej pedantyczności bym się pozbył, no i jestem cholerykiem. Tych cech mogłoby nie być. Poza tym chyba wszystkie inne są w porządku.

9. Twój ulubiony cytat?
„Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął:
-Tygrysku?
-Co Prosiaczku?
-Nic – odparł Prosiaczek biorąc Tygryska za rękę – Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.”

10. Masz możliwość być kim chcesz przez jeden dzień - kto by to był i dlaczego to właśnie ta osoba?
Znając mój odchył w stronę Michała Anioła sądzę, że fajnie byłoby stać się na chwilę jego pomocnikiem i z bliska obserwować jego pracę.

11. Twoje marzenie z dzieciństwa?
Heh było ich tyle. Pamiętam, że w piątej klasie szkoły podstawowej chciałem przez chwilę zostać aktorem. Szybko jednak się z tego wyleczyłem.


Oto blogi, które ja zapraszam do zabawy:

http://matkadebiutujaca.blogspot.com
http://dziennik-mamy.blogspot.com
http://radydlamlodejmamy.blogspot.com
http://motylidom.blogspot.com
http://blizejmamy.blogspot.com
http://pelnoetatowamama.blogspot.com
http://zabawoweinspiracje.blogspot.com
http://swiatsikuni.blogspot.com
http://swiatmalegofilipa.blogspot.com
http://sluchajmamy.blogspot.com
http://mumandbabyworld.blogspot.com

A teraz pytania:

1. Książka, do której najchętniej wracasz?
2. Największa przygoda Twojego życia?
3. Co sprawia, że śmiejesz się najgłośniej?
4. Kto miał na Ciebie największy wpływ?
5. Skąd wziął się u Ciebie pomysł na bloga?
6. Co jest Twoim największym życiowym osiągnięciem?
7. Jaką najbardziej niezwykłą rzecz jadłaś?
8. Jaki jest Twój ulubiony cytat filmowy?
9. Na ilu blogach gościsz codziennie?
10. Pamiętasz, jak długo pisałaś swój pierwszy post?
11. Czy chciałabyś być najpopularniejszym blogerem na świecie?

Miłej zabawy!

Słowo o ząbkowaniu i gadaniu

Troszeczkę czasu minęło od poprzedniego wpisu.
Sądzę, że to nie rozleniwienie czy zmęczenie materiału
a raczej kompletny brak czasu. Dlaczego?


Nie wiem. Niby nie robię nic więcej, niż do tej pory a czasu mimo to jakby mniej. W tym, w sumie krótkim okresie troszkę się u nas zadziało. Przytrafiły się nam dwa ważne wydarzenia i to dzień po dniu. Wydarzenia, o których nie sposób nie wspomnieć. Zacznę przekornie od drugiego.

Yes, yes, jest!

Otóż 11 listopada u mojej Adusi pojawił się pierwszy, długo oczekiwany ząbek. Malutka perełka zaczęła się wyżynać na dole po prawej stronie. Cieszymy się niezmiernie z tego powodu. Miśka na razie trzyma się dzielnie, nie jest marudna. No może trochę foszasta, ale to już chyba nie sprawa ząbków. Już od dawna przeczuwaliśmy, że jest coś na rzeczy i wczoraj udało nam się zauważyć go w maleńkiej buźce. Śmieszne, bo Ada skrzętnie stara się nam utrudnić to podpatrywanie. Za nic nie pozwala obserwować wścibskim rodzicom tego wydarzenia. Pierwszy ząbek lada chwila będzie cały, czyli zostało jeszcze 19 mleczaków. Wiecie, że podobno niektóre dzieci
Każdy dzień przynosi nam
niezapomniane chwile.
Zdarzenia, które nie sposób
jest pominąć. Tym razem
padło na pierwszy ząbek.
rodzą się z pierwszym ząbkiem? W naszym przypadku o rekordzie więc mowy być nie może. Może to i lepiej, bo byłyby z tym same problemy. Wyobraźcie sobie tak małe dziecko z zębem na przedzie. Teoretycznie jesteśmy nawet spóźnieni. Niektórzy specjaliści uważają bowiem, że pierwszy ząb powinien się pojawić między czwartym a szóstym miesiącem życia. Nie ważne, ważne aby wreszcie wyszły i były zdrowe. W tym ząbkowaniu staramy się pomagać Adzie. Jesteśmy zaopatrzeni w gryzaczki z wodą w środku, które chłodzimy w lodówce. Posiadamy też gumową nakładkę na palec, służącą do masowania nabrzmiałego dziąsełka. To ustrojstwo posiada też gumowe włoski, którymi można czyścić dziąsła i nowe ząbki. O żelu chłodzącym już nie wspomnę. Widziałem w necie sprytne smoczki – gryzaki. Swoimi małymi wypustkami również masują obolałe dziąsła. Zastanawiam się tylko, czy warto je dodatkowo kupować? Może Wy drodzy Czytelnicy je używaliście i podzielicie się swoją opinią.

Zostałem pominięty

Tyle w pierwszej sprawie, czas przejść do drugiej. Przyznać się Wam muszę do przegranej. Poniosłem sromotną porażkę. Ćwiczyłem od paru miesięcy, starałem się jak mogłem i nic. Klapa na całego. O co chodzi? No o pierwsze słowo. Miało być oczywiście „tata”! Ale wyszło zupełnie inaczej. Dokładnie 10 listopada moja córa raczyła wypowiedzieć swe pierwsze składne i sensowne słowo. Brzmiało ono „mama”. A żeby jeszcze bardziej dobić starego, pod koniec dnia zaczęła mówić drugie... „Ania”. Że przytoczę klasyka: no i cały misterny plan...
Desperuję trochę dla żartu. Tak naprawdę rywalizacji nie było, no może ciut. I ja i żona wymienialiśmy różne słowa. Było i „tata” i „mama” i „Ania” i „Ada”. To ostatnie już też mówi. Najbardziej podoba mi się, kiedy powtarza „mama”, robiąc poważną minę i usteczka zwija przy tym w malutką trąbkę. Jest wtedy urocza. Na tyle urocza, że spokojnie mogę wybaczyć jej, że pominęła mnie w swoich małych rozważaniach :).

Zdjęcie: pixabay.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...