Mleko rodzicu wykombinuj sobie sam



Ostatnio wpadłem do apteki, aby zaopatrzyć się w Bebilon Pepti 2DHA dla córki. Dostałem od żony prikaz: - „Jedź po receptę i od razu po mleko do apteki tej i tej”. Wyzwanie nie lada, któremu sprostać chciałem i musiałem. Zresztą nic prostszego. Więc wpadam, daję receptę i mówię, że właśnie takie coś potrzebuję. Na to uprzejma pani z przejmującym uśmiechem (co już było podejrzane) odpowiada, że nie ma. Hm, cóż takie rzeczy się zdarzają, pomyślałem. Niestety za chwilę dodała, że nie ma i nie będzie i w żadnej innej aptece też nie dostanę. Śmiech mnie ogarnął. Że kto, że ja i na tarczy wrócę? Wtrąciła, że w hurtowni, gdzie zaopatruje się apteka, czegoś takiego nie ma a najbliższa dostawa ma być około lipca. Aby nie opisać dosadnie mojego stanu powiem, że posmutniałem. Wsiadłem w samochód i wybrałem się w podróż po miejskich aptekach. W każdej efekt końcowy był taki sam, ale za każdym razem dowiadywałem się czegoś nowego. I za każdym razem termin dostawy się skracał. Stanęło na tym, że coś komuś się spaliło i że może coś przywiozą w połowie maja.

No dobrze, ale co mnie to wszystko obchodzi. Potrzebuję mleko i chcę je mieć! Nie interesuje mnie, że komuś coś się przytrafiło, przecież takie sytuacje się zdarzają. Ktoś to powinien przewidzieć. Zacząłem się zastanawiać nad monitorowaniem rynku farmaceutycznego (w końcu mleko jest na receptę). Czy to ktoś w tym kraju kontroluje, przewiduje, zabezpiecza? Przyznam się, że tego nie wiem, ale wiem za to coś innego. Jeśli jest taka osoba, oczywiście za bajońską pensję, to zdrowie dzieci ma dokładnie tak samo w dupie, jak zdrowie rencistów i emerytów, czy w ogóle wszystkich dorosłych. Możliwe, że na tym właśnie polega polityka zdrowotna tego kraju.

PS. Takie mleko można spokojnie dostać w pierwszej lepszej aptece w Niemczech. Sprawdziłem! Wychodzi na to, że Bartłomiej Sienkiewicz miał jednak rację.
foto do grafiki: Ilan Ejzykowicz

Wielkanoc 2015



Wesołych Świąt dla Wszystkich

Pierwsze "arcydzieło" mojego małego szkraba



Od pewnego czasu wyszukuję wszystkiego, co dzieje się pierwszy raz. Pewnie też tak macie. Pierwsze spotkanie z moim dzieckiem, pierwszy raz w domu, pierwsza nieprzespana noc, pierwszy raz wymówione słowo tata. Na to akurat przyszło mi czekać najdłużej. Do tych wszystkich pierwszych doszedł jeszcze jeden, z którego bardzo się cieszę. To pierwszy rysunek.

Kiedy dowiedziałem się, że prawdopodobnie zostanę ojcem, bo w naszej sytuacji do końca nie było to pewne, bywały momenty, kiedy w tajemnicy przed wszystkimi wybiegałem myślami daleko w przyszłość. Zdarzało się, że rozmyślałem, kim zostanie moja córeczka. Moim marzeniem było wtedy i jest nadal, aby jej wykształcenie, umiejętności i talent oscylowały wokół sztuk pięknych. Bez różnicy czy to będzie malarstwo, rzeźba, artystyczne tkanie gobelinów czy cokolwiek innego. Ot tak sobie ojciec wymyślił.

foto: Nasze pierwsze wspólne zmagania z trudną materią ...

Sądzę, że to zapatrywanie wynika z moich niespełnionych marzeń. Jak daleko sięgam pamięcią, nigdy nie miałem trudności z pracami manualnymi. Zawsze pociągał mnie rysunek, później malarstwo. Niestety przygoda związana z ASP w cudowny sposób ominęła mnie szerokim łukiem. Za późno zdałem sobie sprawę z tego, co tak naprawdę chciałbym robić. Niepotrzebnie też w pewnym momencie przyjąłem to, co mówią rodzice za pewnik. Było minęło, nie ma co do tego wracać. Znalazłem sobie inny sposób na spełnianie się. Ponieważ jednak wiem, co to znaczy tworzenie czy przelewanie na papier swoich myśli i uczuć, będę chciał pokazać tą możliwość dziecku. Nie jestem rzecz jasna ortodoksem i jeśli zauważę, że Ada nie ma ochoty na zabawy z pędzlami czy kredkami, od razu je zaniecham. Wychodzę z prostego założenia: nic na siłę. A już tym bardziej, aby zaspokoić czy zadowolić rodziców. Takie zachowanie byłoby chore. Zresztą tak samo chciałbym postąpić z muzyką. Co z tego mojego planu wyjdzie, czas pokaże. Teraz jesteśmy na początku drogi, którą nazwałbym odkrywaniem i dobrą zabawą. I niech na razie tak pozostanie.

Ale wróćmy do pierwszego rysunku. Otóż powstał on w weekend. To było nasze drugie posiedzenie. Podczas pierwszego Ada zajmowała się tylko zbieraniem wszystkich kredek i układaniem ich jedna na drugą. Jednak podczas drugiego „aktu tworzenia” okazało się, że coś z moich nauk zapamiętała. Zaczęła trzymać kredkę dobrą stroną i w przefikuśny sposób rysować swoje bohomazy, akcentując każdy stosownym komentarzem słownym. Problemem na pewno są kredki – używamy na razie zwykłych. Już oglądałem mniejsze, świecowe, ale jak dotąd nic nie wybrałem. Główną przyczyną jest fakt, że Mysza ładuje wszystko do buzi i nie chciałbym, aby czegoś takiego się najadła. Ale problem istnieje i na któreś będę musiał się zdecydować. Na koniec dodam tylko, że nie wiem czy orientacja dzieła jest poprawna. Zrozumiecie mnie, kiedy ów dzieło zobaczycie :). Ponieważ mam małego świra, postanowiłem oprawić rysunek i go powiesić. Gotów jestem zdjąć nawet jedną ze swoich prac. Zastanawiam się tylko, jak o tym pomyśle powiedzieć żonie. Może Wy macie jakieś pomysły :).

foto: ... a oto wynik naszej pracy. Luwrze szykuj miejsce :)

foto czołówka: mravcolev

Przyjemności, które w najbliższym czasie mnie nie spotkają



Wczorajszy dzień minął jak codzień. Znów, kiedy zasiadłem przed komputerem, aby zrobić coś istotnego, od razu pojawiła się moja córeczka, skora do zabawy z klawiaturą. Znowu przechodząc z pokoju do pokoju z gorącą herbatą wlazłem na jakiś cholerny klocek. Zdaję sobie sprawę, że te sytuacje będą się powtarzać, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że mnie irytują. One właśnie stały się przyczynkiem do zastanowienia się nad tym, co przez dłuższy czas na pewno mnie nie spotka. Tak powstała lista kilku spostrzeżeń, przy spisywaniu których z każdym kolejnym przykładem robiło się coraz ciekawiej. Oto one:

  • nie poleżę sobie w łóżku do 13;
  • nie przejdę mieszkania, nie wchodząc na "zabawkową minę" zastawioną przez dziecko;
  • nie pójdę do kina na maraton filmowy;
  • nie zjem spokojnie obiadu;
  • nie posiedzę niezauważony przy komputerze;
  • nie wrócę do domu, w którym panuje ogólny ład, porządek i cisza;
  • nie posłucham 101-ki na full;
  • nie puszczę gromkiej wiązanki w kierunku polityków w telewizorze;
  • nie zrobię porządnego remontu mieszkania;
  • nie kupię sobie Mac-a;
  • nie walnę się na drzemkę po posiłku;
  • nie rzucę się na żonę, kiedy będę miał na to ochotę, by ją nazwijmy to zbałamucić;
  • nie poczytam książki, leżąc w wannie wypełnionej ciepłą wodą;
  • nie zostawię okularów na łóżku;
  • nie zorganizuję prywatki ze wszystkimi jej atrybutami;
  • nie poleżę spokojnie na podłodze szamiąc paluszki;
  • nie wybiorę się na rodzinny spacer w dwie minuty;
  • nie wstanę, będąc przekonanym, że łapcie są w miejscu, w którym je zostawiłem.
Cóż, to są właśnie uroki tacierzyństwa :).
foto: Matt Fryer

8 najlepszych zabawek Ady



Codziennie powstają miliony zabawek. Codziennie obdarowane zostają nimi tysiące dzieci. Jedne są świetne, przy innych zastanawiam się, z którego szpitala psychiatrycznego pochodzi ich twórca. Moja córka posiada sporo zabawek, czyli znacznie więcej, niż zakładałem na początku. Kiedyś chciałem, aby ich ilość była niewielka. Jednak rodzina, znajomi, znajomi znajomych byli nad wyraz hojni. Oczywiście niektórymi z nich bawi się często. O istnieniu innych przypomina sobie dopiero, kiedy wyrzuca wszystkie na dywan. Są też takie „zabawki”, przy których nie przejdzie spokojnie. Które posiadają niewidzialny magnez, niepozwalający oderwać od nich oczu. I dziś właśnie słowo o nich.

To jej miłość odkąd pamiętam. Przepada za każdego rodzaju przewodem, choć trzeba przyznać, że upodobała sobie najbardziej przewód od odkurzacza. Tak ma i już.

Wytypowałem osiem rzeczy, którymi moja córka bawi się najchętniej. Przy zabawie którymi zaangażowanie i radość dziecka jest największa. Oto one (kolejność przypadkowa):

  • Kaloryfer z termostatem
  • To miejsce, w którym Ada melduje się przynajmniej raz dziennie. Popatrzy, podotyka, postuka kamionką, pokręci termostatem. Wszystko stara się robić na tyle cicho, aby rodzice nic nie słyszeli.

  • Przewody
  • To jej miłość odkąd pamiętam. Przepada za każdego rodzaju przewodem, choć trzeba przyznać, że upodobała sobie najbardziej przewód od odkurzacza. Trudno wyczuć dlaczego. Gdy tylko przychodzi czas odkurzania, od razu jest przy mnie i swoimi małymi łapkami majstruje przy przewodzie. Wyciąga go, rozciąga, przenosi z uporem maniaka z miejsca na miejsce.

  • Buty
  • Kiedy dziecko jest niesforne, marudne, najlepszym sposobem na neutrealizację tego stanu są buty. Posiadamy niewielki worek z dziecięcymi butami. Z części z nich Mysz już wyrosła, niektóre jeszcze na nią czekają. Tym właśnie workiem moje dziecko potrafi się zająć przez dłuższy czas. Nie interesuje ją wtedy, czy jest ktokolwiek obok niej. Jedyne co słychać, to cichutkie odgłosy zachwytu. Buty to świetny pomysł dla zmęczonych rodziców.

  • Ciuchy
  • Nie inaczej jest z ciuchami wszelkiej maści. Zresztą już dawno zauważyłem, że buty i ciuchy moja Mysza wprost ubóstwia. Gdy tylko na horyzoncie pojawia się jakiś fatałaszek, moja córka jest pierwsza. Gdy szafa jest niedomknięta, Mysza od razu melduje się przy niej i zaprowadza swoje porządki.

  • Drzwiczki
  • Ilekroć stracimy ją na chwilę z oka a w pobliżu są drzwiczki, można być pewnym, że nakryjemy ją przy ich otwieraniu. Czasami jej zachowanie sprawia wrażenie mantry. Bo ile razy można otworzyć i zamknąć drzwi. Odpowiedź brzmi: nieskończoną ilość razy.

  • Pilot, klawiatura, telefon komórkowy
  • To zestaw obowiązkowy każdego malucha. Również nasza pociecha go posiada. Ale co z tego. Najlepszy telefon to ten, przez którego właśnie rozmawia mama. Najlepsza klawa to ta, na której właśnie pisze tata. Z pilotem jest dokładnie tak samo.

  • Drewniane łyżki
  • Spośród wszystkich kuchennych gadżetów właśnie one wysuwają się na czoło. Kiedy tylko Mysza dorwie się do kuchennej szuflady, od razu wyciąga z niej zestaw drewnianych łyżek, którymi może bawić się długimi minutami.

  • Gazeta
  • Tu nie ma co się rozpisywać. Młoda pochłania wszystko, od gazetek reklamowych do opasłych magazynów.

A Wasze dzieci jakie mają upodobania? Co preferują? Pochwalcie się proszę :).

foto: Vitaly Sokolovsky

Wreszcie wszystko jasne!



Dlaczego pranie po włożeniu do pralki ląduje na podłodze? Dlaczego mimo częstego sprzątania nie widać jego efektów? Dlaczego szyby są cały czas uklejone? I wreszcie dlaczego na koniec dnia okazuje się, że tak naprawdę niewiele zostało zrobione? Pewnie wszyscy wiedzą. Jeśli jednak ktoś dalej nie domyśla się, dopowiem, że przyczyna została podpatrzona i zarejestrowana. Dokonała tego Esther Anderson ze "Story of this life". Teraz już nikt nie powinien się dziwić, czemu ustawione z mozołem buty są porozrzucane a pranie zamiast wisieć na suszarce, leży pod nią :).
Miłego oglądania i weekendowych przyjemności dla Wszystkich.


podpatrzone na: Esther Anderson Channel

Jak zmienił mnie pierwszy rok w roli ojca



Czas szybko leci. Całkiem niedawno świętowaliśmy pierwsze urodziny naszej córeczki. Ponieważ emocje już opadły, postanowiłem spokojnie zastanowić się nad tym, jak ostatnie dwanaście miesięcy wpłynęły na mnie. Czy coś zmieniły w moim zachowaniu. A jeśli tak, to co? Wybrałem parę spostrzeżeń, które jako żywo wysuwają się na pierwszy plan.

  • Na stare lata wyostrzył mi się słuch. Odkąd Mysza jest z nami, jestem wyczulony na każdy, nawet najmniejszy, wydawany przez nią dźwięk. Zwłaszcza w nocy. Doszło do tego, że przebudzam się, kiedy słyszę płaczące za ścianą, równie małe dziecko sąsiadów.

  • Razem ze słuchem polepszył mi się wzrok (to już zakrawa na cud). Nie ujdzie mojej uwadze zainteresowanie Myszy najmniejszymi paprochami, które potrafi rewelacyjnie wyszukiwać.

  • Nauczyłem się przewidywać każdy następny ruch córki. Oczywiście jest to trudne i nie zawsze wychodzi. Jednak dzięki temu zaoszczędziliśmy wiele niepotrzebnych siniaków.

  • Bez żalu zamieniłem życie towarzyskie na rodzinne. Może dlatego, że o takim, odkąd pamiętam, zawsze marzyłem.

  • Przestałem odkładać cokolwiek na później. Wszystkie niezbędne czynności staram się wykonywać od razu, ponieważ za chwilę mógłbym się ugiąć pod ciężarem ich kumulacji.

  • Zwolniłem. Przestało mi się gdziekolwiek śpieszyć. Najlepszym przykładem są nasze samochodowe podróże. Kiedy jedziemy, czuję pod pedałem gazu wyimaginowany klocek, który nie pozwala mi przyśpieszyć.

  • Przestałem ufać wszystkim kierowcom. Nawet, kiedy jestem na drodze z pierwszeństwem, na zielonym, dojeżdżając do skrzyżowania zwalniam i dokładnie obserwuję ich zachowania.

  • Każdą wolną chwilę staram się poświęcać córce. Nie dlatego, że muszę. Sprawiało i sprawia mi to dalej olbrzymią radość.

  • Stałem się bardziej cierpliwym i wyrozumiałym człowiekiem. To było dla mnie bardzo trudne i przyznam się, że dalej szlifuję te postawy.

  • Polubiłem spacery. Nie wiedziałem, że wielu ojców też to lubi. Kiedyś ich po prostu nie zauważałem.

  • Wyzbyłem się wstydu, który towarzyszył mi przy okazywaniu uczuć. Dziś czyniąc to kompletnie nie zwracam uwagi na cokolwiek czy kogokolwiek.

  • Nauczyłem się słuchać rad. Dzięki temu nie muszę tracić czasu na odkrywanie tajemnic, które już dawno tajemnicami być przestały.

  • Chętnie korzystam z pomocy innych. Zrozumiałem, że nie sposób jest przecież ogarnąć wszystko samemu.

  • Moje potrzeby odsunąłem na dalszy plan. Albo inaczej, potrzeby mojego dziecka stały się moimi potrzebami.
foto: Zoltán Baksa
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...